Wszystkie wpisy, których autorem jest Tomasz Tarnowski

9. Koniec lipca – półmetek / ENG: END OF JULY – HALFWAY MARK

Projekt upublicznił się ok. 20 lipca i od czego czasu dzieją się dobre rzeczy – przyłączają się znajomi, oraz osoby, których nie znałem – mamy już ponad 35 deklaracji wsparcia i kilka pomysłów do rozwinięcia. Jeśli zmieszczę się w limicie czasu 16 godzin, wówczas mamy dla szpitala ok. 5000 zł, natomiast jeżeli „urwę” z limitu 7 kwadransów to mamy pierwszy respirator za ok. 24 tys. zł.

Dotychczas działania prowadzone były przez Internet, teraz włączają się media i liczę na zmianę geografii i skali zainteresowania projektem w nachodzącym miesiącu. Niezależnie od tego – każdy z Was może mi pomóc włączając się i rozsyłając informację dalej – główny event dopiero przed nami.

Mija miesiąc ostrego treningu. Zdzichu powiedział, że mogę przygotowywać strategię na 14h godzin (8 kwardansów poniżej limitu), sporo będzie zależało od pogody i formy w dniu  startu.

The project went public around July 20th and since then lots of good things have been happening: many friends have joined and so have people I didn’t know before. We already have 35 declarations of support and a few new ideas to develop. If my result lands within the 16h limit, then we have around 5,000 PLN for the hospital. If I manage to “cut” 7 quarters of an hour off the limit, then we have the first ventilator for around 25,000 PLN.

So far everything was done online, and now the media are picking up the subject, which is why I am hoping for a shift in geography and the scale of interest in the project in the coming month. But aside from that, every single one of you can help me by joining and sending forward the story – the main event is up ahead.

A month of intensive training is almost all behind me. Zdzichu said I can work on a strategy which foresees 14h (8 quarters of an hour below the limit). A lot will depend on the weather and my condition on the day.

DSC_0101
trening CORE wygląda niewinnie / CORE workout looks harmless
jednak wymaga wysiłku / but it requires effort
jednak wymaga wysiłku / but it requires effort
DSC_0109
całkiem sporego wysiłku / quite a lot of effort
DSC_0099
i nie jest taki niewinny / and is not that harmless
Zaglądam w statystyki z lipca i wygląda to tak: 760km na rowerze, 166km biegu głównie w terenie, około 23km pływania. Martwi mnie mała ilość przebiegniętych km, ale jest to spowodowane treningiem rowerowym, który pochłania masę czasu – czyli dokładnie ponad 30 godz., bieganie 16,5 godz. a pływanie 10 godz. W sumie czysty trening, bez przygotowania, dojazdów, pryszniców i innych, zajął mi 57 godz. Póki co, zrealizowałem założenia co do wagi, która ustabilizowała się poniżej 85kg – tu nie zgłaszam reklamacji.
I look into the statistics from July and here is what I see: 760 km cycling, 166 km running, mostly outdoors, around 23 km swimming. I am worried by the relatively few kilometers run, but this is because of the cycling training which eats up a lot of time. More exactly: over 30 hours of cycling, 16.5 hours of cycling and 10 hours of swimming. In the end, “pure” training, without counting the prep work, commute, showers etc, was 57 hours. So far, I have met my initial assumptions in terms of weight which fell under 85 kilos – I have no complaints here.
najlepszy jest powrót, pod warunkiem, że nie muszę iść od razu na bieganie - tzw. nakładka
najlepszy jest powrót, pod warunkiem, że nie muszę iść od razu na bieganie – tzw. nakładka / The best part is the return, that is, unless I have to go running straight after (compound training)
po pływaniu bieganie i koniec na dzisiaj!
po pływaniu bieganie i koniec na dzisiaj! / Running after swimming, and that’s it for today!
W piątek 15 sierpnia wystartuję w maratonie Solidarności – o 10.00 ruszymy z Gdyni i jeśli pójdzie zgodnie z planem to po 3 godz. i 45 min. powinienem pojawić się w Gdańsku na Długiej – na finiszu. Nie będę walczył o czas – traktuje ten bieg jako sprawdzian.
On Friday August 15th, I am competing in the Solidarity marathon. At 10 AM we’re setting out from Gdynia, and if things go according to plan, after 3 hours 45 minutes I should get to Gdańsk, to Długa street, where the finishing line is. I won’t be fighting for the best time – I’m treating this run as a test.
Maraton Solidarności 15.08. Startujemy z Gdyni o 10.00 zatem w Gdańsku na ul. Długiej powinienem finiszować przed 14tą
Maraton Solidarności 15.08. Startujemy z Gdyni o 10.00 zatem w Gdańsku na ul. Długiej powinienem finiszować przed 14tą / The Solidarity Marathon 15.08. We’re setting out from Gdynia at 10 AM, so I should cross the finishing line before 2 PM.

8. Szpital Maltański podczas Powstania Warszawskiego / ENG: 8. the Malteser hospital during the Warsaw Uprising

tę muzykę zabiorę na bieg:  https://www.youtube.com/watch?v=ovlvjOoTi7s

dr Mariusz Poślad

I. Powstanie Szpitala Maltańskiego w Warszawie.

Działalność szpitalnicza wpisana jest w całą tradycję Zakonu Maltańskiego, dlatego też po odzyskaniu przez Polskę niepodległości powstały Związek Polskich Kawalerów Maltańskich w swoim statucie określił jako swój cel m.in. „opiekę nad chorymi i rannymi, tak w czasach pokojowych jak przede wszystkim w czasach wojennych”. (2) W 1928 roku Ministerstwo Spraw Wojskowych zobowiązało swoje struktury do opracowania wspólnie z ZPKM zadań Związku na wypadek wojny. (3)

Mariusz Poślad PhD

I. The genesis of the Maltese Hospital in Warsaw

Running hospitals has always been part and parcel of the Order of Malta and its charitable work. Thus shortly after Poland regained independence, the newly created Polish Association of Knights of Malta declared in its statute, among other things, “care for the sick and the wounded in the times of peace but above all in the times of war” (2) as one of its aims. In 1928 the Ministry of Military Affairs obligated itself to formulate the responsibilities for the eventuality of a war together with the Association (3).

Szpital Maltański 1944 - źródło www.sppw1944.org
Szpital Maltański 1944 – źródło www.sppw1944.org / Maltese Hospital in 1944 – Source: www.sppw1944.org
Na kilka miesięcy przed rozpoczęciem II wojny światowej ZPKM przystąpił do opracowywania statutu Korpusu Sanitarnego, który miał powołać i prowadzić szpitale wojenne w każdym okręgu wojskowym. Korpus miał stanowić autonomiczną jednostkę Czerwonego Krzyża, dzięki czemu podlegał ochronie zgodnie z międzynarodowymi konwencjami dotyczącymi szpitali wojennych: haskiej(4) i genewskiej(5). Przygotowanie do powołanie szpitali zostały przerwane wybuchem wojny. We wrześniu 1939 roku pospieszenie rozpoczęto organizację szpitala w Warszawie. Po poszukiwaniu odpowiedniego lokalu wybrano budynek Resursy Kupieckiej mieszczący się przy ulicy Senatorskiej.(6) Komendantem szpitala został wybrany Kawaler Maltański Stanisław Lipkowski-Milewski.

II. Szpital w czasie obrony Warszawy w 1939 roku oraz podczas okupacji niemieckiej.

Dzięki ofiarności mieszkańców Warszawy już pierwszego dnia funkcjonowania Szpitala – 7 września – udało się pozyskać niezbędny sprzęt. Tego też dnia Szpital przyjął pierwszych rannych. Bombardowania, a następnie obrona Warszawy spowodowały szybki wzrost liczby pacjentów Szpitala, tak że ranni umieszczani byli także w sąsiednich budynkach, w tym leżącym naprzeciw Błękitnym Pałacu należącym do Ordynacji Zamoyskich. Po kapitulacji Szpital Maltański został zaliczony do szpitali wojskowych i zgodnie z konwencją genewską strona zwycięska zobowiązana została do jego utrzymana przez okres półroczny. Podczas okupacji personel Szpitala współpracował z Polskim Państwem Podziemnym. W Szpitalu Maltańskim przyjmowano rannych uczestników wielu akcji Armii Krajowej, w tym słynnych akcji pod Arsenałem (26 marca 1943) i zamachu na Kutscherę (1 lutego 1944).(7)

III. Działalność Szpitala Maltańskiego podczas Powstania Warszawskiego Dnia 1 sierpnia 1944 roku w godzinach porannych dowództwo szpitala zostało powiadomione o godzinie „W”(8) Jeszcze przed godziną 17.00 na pobliskim Placu Bankowym został ostrzelany niemiecki samochód wojskowy. Ranni Niemcy zostali przyniesieni do Szpitala Maltańskiego. Niedługo po tym przyniesiono pierwszych rannych Powstańców. W następnych dniach przynoszono rannych obu walczących stron. Sytuacja stała się kłopotliwa dla polskich lekarzy, gdyż w świetle obowiązujących przepisów okupacyjnych nie wolno im było leczyć i operować niemieckich żołnierzy. Dopiero wizyta niemieckiego lekarza oraz jego pisemne pozwolenie na dokonywanie niezbędnych zabiegów pozwoliły na sprawowanie pełnej opieki medycznej również nad Niemcami. Prawdopodobnie właśnie obecność rannych niemieckich uchroniła Szpital przed zniszczeniem, a rannych Powstańców przed wymordowaniem, jak to miało miejsce w innych szpitalach działających w obrębie walk powstańczych (np. szpital na Woli, szpital na ulicy Długiej).

Szpital Maltański 1944 tablica - źródło www.sppw1944.org
Szpital Maltański 1944 tablica – źródło www.sppw1944.org / Szpital Maltański 1944 tablica – Source: www.sppw1944.org
A few months prior to the beginning of the Second World War, the Polish Association began working on the statute of Sanitary Corps which was supposed to create and run war hospitals in every military district. The Corps was to be an autonomous subunit of the Red Cross, thanks to which it would be protected in accordance with the international treaties concerning field hospitals: the Hague (4) and Geneva (5) Conventions.

These preparations were interrupted as the war broke out. In September 1939, urgent efforts began in order to establish a hospital in Warsaw. The search for the appropriate premises led to the choice of the building of the Merchants Society in Senatorska street (6). Stanisław Lipkowski-Milewski, Knight of Malta, was appointed the commandant of the hospital.

II. The Hospital during the defence of Warsaw in 1939 and under the Nazi occupation

Thanks to the generosity of the locals, it was possible to obtain the necessary equipment already on the first day of operation, on September 7th. It was also when the hospital admitted the first injured. The bombardments and the following defence of Warsaw caused the number of patients to increase rapidly. They were also placed in the neighbouring buildings, including the Blue Palace belonging to the Zamoyski Family Fee Tail and situated opposite the hospital.

After the capitulation, the Maltese Hospital was classified as a military hospital and in line with the Geneva Convention the victorious party was obligated to maintain it for six months. Under the occupation the hospital staff cooperated with the Polish Underground State. The Maltese Hospital admitted the injured participants of many operations by the Home Army, including the famous Operation Arsenal (March 26, 1943) and Operation Kutschera (February 1, 1944). (7)

III. The Maltese Hospital during the Warsaw Uprising In the morning of August 1st, 1944, the hospital was informed about the planned moment the uprising was to begin, the so called “W-Hour” (8). Still before 5 PM, a German military car fell under fire in the nearby Bankowy square. The injured Germans were transported to the Maltese Hospital. Soon afterwards, the first wounded participants of the Uprising were admitted. The following days saw the injured from both sides brought and treated at the hospital. The situation became complicated for the Polish medical staff, considering that in the light of the occupation rules in force they were not allowed to treat or perform surgery on German soldiers. It was only after a German doctor issued a written permission to perform necessary treatment that it was possible to extend full medical care also over Germans.

It was probably thanks to the presence of the wounded Germans that the hospital was spared from destruction, and the participants of the Uprising from being killed, as was the case in other hospitals active in the area where the fighting took place (e.g. the hospital in Wola and the hospital in Długa street).

Początkowo Szpital Maltański został ulokowany na ulicy Zgoda, ale po upadku Starówki ta cześć miasta stała się miejscem szczególnych walk i bombardowań. W nocy z 6 na 7 września ranni zostali przeniesieni do budynku na ulicy Śniadeckich. Tam Szpital Maltański pozostał, aż do kapitulacji Powstania Warszawskiego. 15 października wraz ze sprzętem i łóżkami na 120 osób szpital został przeniesiony do Piastowa, a w 1945 roku do Częstochowy, gdzie cztery lata później zakończył swoją działalność.
Przez 5 lat działalności Szpitala Maltańskiego w Warszawie leczonych było około 15 tysięcy rannych i chorych, w tym ponad 500 żołnierzy organizacji podziemnych rannych w akcjach zbrojnych. W sumie pracowało w szpitalu blisko 500 osób personelu ochotniczego.
Szczególnie ważna była praca Szpitala Maltańskiego podczas Powstania, do którego warszawska służba zdrowia nie była należycie przygotowana. Wynikało to z panującej do 21 lipca 1944 roku koncepcji wyłączenia miasta z akcji „Burza” i ewakuacji wielu lekarzy, pielęgniarek i sanitariuszek, a także materiałów i sprzętu medycznego do innych okręgów Armii Krajowej.(9) W tych okolicznościach funkcjonowanie Szpitala Maltańskiego i wytrwanie przez cały okres Powstania Warszawskiego stanowiło wspaniałe świadectwo o działalności szpitalnicznej Zakonu Maltańskiego.

Pałac Mniszchów - Warszawa - dawny Szpital Maltański - aktualnie Ambasada Belgii. Źródło httppl.wikipedia.org
Pałac Mniszchów – Warszawa – dawny Szpital Maltański – aktualnie Ambasada Belgii. Źródło httppl.wikipedia.org /The Mniszech Palace in Warsaw, formerly the Maltese Hospital and today home of the Belgian Embassy. Source: httppl.wikipedia.org
(1) Skrót referatu wygłoszonego na spotkaniu Maltańskiej Służby Medycznej – Pomocy Maltańskiej w Warszawie. (2) Paragraf 3 Statutu Związku Polskich Kawalerów Maltańskich uchwalonego na konwencie w Poznaniu 28 maja 1927 roku. Źródło: Tadeusz Wojciech Lange „Zakon Maltański w Drugiej Rzeczypospolitej 1919-1939”, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2000, str. 211. (3) Jerzy Baranowicz, Marcin Libicki, Andrzej Rottermund, Maria Starnawska „Zakon Maltański w Polsce”, Wydawnictwo DiG, Warszawa 2000, str. 178. (4) Konwencja dotycząca praw i zwyczajów wojny lądowej (IV Konwencja Haska) została podpisana 18 października 1907 roku. (5) Konwencja Genewska w sprawie polepszenia losu rannych wojsk z 22 VIII 1864 miała na celu humanitaryzację działań wojennych na lądzie przez zorganizowanie opieki nad rannymi, wprowadziła oznaczanie urządzeń i personelu sanitarnego znakiem czerwonego krzyża na białym polu. Była następnie rozszerzana o nowe postanowienia w latach 1906, 1929 i 1949. (6) Pałac został zbudowany w 1714 r. dla Marszałka Wielkiego Koronnego Józefa W. Mniszcha. Budynek został odbudowany w 1960 roku dzięki belgijskiej pomocy finansowej. Obecnie mieści się tam ambasada Królestwa Belgii. (7) Vide: Jerzy Baranowicz, Marcin Libicki, Andrzej Rottermund, Maria Starnawska „Zakon Maltański w Polsce”, op.cit, str. 181. (8) Powstańcze losy Szpitala Maltańskiego opisane są na podstawie książki Marii Maciejewskiej-Rucińskiej „Wojskowy Szpital Maltański. Szpital AK”, bez miejsca i daty wydania.                                                               (9) Vide: Zdzisław Jezierski, Czesław Jeśman, Jan Abramowicz, Józef Bukowski, Piotr Kielek „Organizacja pomocy medycznej w powstaniu warszawskim”, Wojskowa Akademia Medyczna, www.wam.lodz.pl.

Powstanie Warszawskie upamiętniane jest dzisiaj również przez masowe biegi na 5 km i 10km, z ilością przekraczającą 10 tys. uczestników  i z wyjątkowa atmosferą – więcej znajdziesz:

(1) An abridged version of the paper delivered at the Warsaw convention of the Maltese Medical Aid

(2) Paragraph 3 of the Statute of the Polish Association of Knights of Malta, adopted at the convention in Poznań on May 28, 1927. Source: Tadeusz Wojciech Lange Zakon Maltański w Drugiej Rzeczypospolitej 1919-1939, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2000, p. 211. (3) Jerzy Baranowicz, Marcin Libicki, Andrzej Rottermund, Maria Starnawska Zakon Maltański w Polsce, Wydawnictwo DiG, Warszawa 2000, p. 178. (4) The Convention respecting the Laws and Customs of War on Land (IV Hague Convention) was signed on October 18th, 1907.

(5) The First Geneva Convention, for the Amelioration of the Condition of the Wounded in Armies in the Field, signed on August 22nd, 1864, was designed in order to make warfare on land more humane through the care for the wounded. It also introduced the marking of equipment and medical personnel with a red cross on white. The Convention was extended by subsequent amendments in 1906, 1929 and 1949.

(6) The Palace was built in 1714 for the Grand Marshal of the Crown, Józef W. Mniszech. In 1960 the building was rebuilt thanks to financial support of Belgium. Today it is home to the embassy of the Kingdom of Belgium.

(7) See: Jerzy Baranowicz, Marcin Libicki, Andrzej Rottermund, Maria Starnawska Zakon Maltański w Polsce, op.cit, p. 181. (8) The Uprising history of the Maltese Hospital is described based on the book Wojskowy Szpital Maltański. Szpital AK by Maria Maciejewska-Rucińska, place and date of publishing n/a.

(9) See: Zdzisław Jezierski, Czesław Jeśman, Jan Abramowicz, Józef Bukowski, Piotr Kielek Organizacja pomocy medycznej w powstaniu warszawskim, Wojskowa Akademia Medyczna, www.wam.lodz.pl.

The Warsaw Uprising is also commemorated through 5 and 10 km street runs, with numbers of participants exceeding 10 thousand and with a unique atmosphere. You can read more:

http://www.maratonczyk.pl/content/view/6651/1/

 

7. Ironman – historia / ENG: IM history

W 1977 roku podczas zawodów mieszanych, biegowo – pływackich rozgorzała dyskusja na temat dyscyplin, których sportowcy są najbardziej wytrzymali. Ktoś wyciągnął magazyn sportowy, w którym dowodzono, że pewien belgijski kolarz ma największą wydolność ze wszystkich sportowców. Komandor marynarki wojennej USA, John Collins,
It was in 1977 that during a mixed competition for runners and swimmers a discussion began: which sports discipline requires the most endurance? Someone pulled out a sports magazine which claimed that a Belgian cyclist had the highest physical capacity of all athletes. In order to solve this dilemma, John Collins,
John-Collins-and-Valerie-Silk źródło httptriathlonfacts.com
John-Collins-and-Valerie-Silk źródło httptriathlonfacts.com
by rozstrzygnąć dylemat zaproponował morderczy trójbój, w którym po raz pierwszy zmierzyło się 15 zawodników. W lutym 1978 odbyły się pierwsze zawody Hawaii Ironman, – każdy z uczestników otrzymał kartkę z napisem: „Swim 2.4 miles! Bike 112 miles! Run 26.2 miles! Brag for the rest of your life„, [ … chwalić się do końca życia ] z 15 startujących wygrał Amerykanin Gordon Haller z czasem 11 godzin i 46 minut. Rok później na zawody stawiło się 50 zawodników.
a Naval Officer stationed in Hawaii, put forward the idea of a highly strenuous triathlon in which 15 contenders competed. February 1978 saw the first competition, the Hawaii Ironman, with each athlete equipped with a sign saying: “Swim 2.4 miles! Bike 112 miles! Run 26.2 miles! Brag for the rest of your life”. The winner, American Gordon Haller, scored the result of 11 hours 46 minutes. In the following year there were already 50 sportsmen ready to take the challenge.
cz7. ironman history lata 70 - źródło- httpwww.ironman.comtriathlonhistory
lata 70 – źródło- httpwww.ironman.comtriathlonhistory
lata 70, źródło- httpwww.ironman.comtriathlonhistory
lata 70, źródło- httpwww.ironman.comtriathlonhistory
Zawody na Hawajach są obok Nicei najważniejszymi wydarzeniami tej dyscypliny. Szperałem w komputerze i wydaje mi się, że najlepszy wynik osiągnął w 2011 r. Marino Vanhoenacker – czas 7:45:58 to kosmiczne osiągnięcie. Belg popłynął 3,8 km, w czasie 46:49, na rowerze przejechał 180 km, w 4:15:36, a na koniec przebiegł dystans maratonu z wynikiem 2:39:24.
Apart from Nice, France, the Hawaii competition is the most important event for this discipline. I spent some time searching online and it seems that the best result ever was reached in 2011 by Marino Vanhoenacker. His 7:45:58 is really something out of this world. The Belgian swam 3.8 km in 46:49, cycled for 180 km in 4:15:36, and to top it all, he ran the marathon distance in 2:39:24.
MarinoVanhoenacker źródło - www.slowtwitch.com
Marino Vanhoenacker źródło – www.slowtwitch.com
Wśród kobiet Mirinda Carfrae w 2013 osiągnęła 8:52:14 z czasami (58:50 / 4.58:20 / 2,58:38) – uff – ciężko to sobie wyobrazić…
Among the competing women, the record holder is Mirinda Carfrae. In 2013 she scored 8:52:14 with particular times of: 58:50 / 4.58:20 / 2,58:38. Gosh! That’s hard to even imagine…
Mirinda Carfrae bike - źródło www.slowtwitch.com
Mirinda Carfrae bike – źródło www.slowtwitch.com
Mirinda Carfrae run - źródło www.slowtwitch.com
Mirinda Carfrae run – źródło www.slowtwitch.com
Jak patrzeć na te wyniki ? Pewnie tak jak np. na rekord świata w skoku wzwyż – 2m45cm Javiera Sotomayora … abstrakcja. Z ciekawości sprawdziłem ile wynosi rekord w potędze skoku i okazuje się, że Alberto Larraguibel Morales na koniu Huaso w 1949 r przeskoczył 2m47cm i ponoć do dzisiaj nikt nie pobił tego wyniku.

Od 2000 r. triathlon jest dyscypliną olimpijską (Sydney) z dystansami [1,5 km / 40 km / 10 km]

Ironman ma również inne oblicza. Zapraszam do obejrzenia dwóch filmików – pierwszy, który już pewnie znacie, bo stanowi punkt wyjścia dla naszego projektu ale może ktoś przeoczył:

Wstęp: Pewnego dnia syn zapytał swojego ojca: – Tato, chcesz przebiec ze mną maraton? Ojciec powiedział tak. Przebiegli razem maraton. Po jakimś czasie syn znów zapytał swojego ojca: …- Tato, chcesz przebiec ze mną maraton? Ojciec znów się zgodził i przebiegli razem kolejny maraton. Wkrótce znów syn zapytał swojego ojca: – Tato, chcesz pokonać ze mną „Ironman”? (Ironman – jest to najtrudniejszy na świecie triathlon – przepłynąć trzeba 4km, przejechać na rowerze 180km i przebiec 42km). Ojciec się zgodził. Historia wydaje się prosta. Do czasu – zobacz na filmie:”

How to interpret these results? Probably it’s just like the world record in the high jump: Javier Sotomayor’s 2m45cm – total abstraction. Out of curiosity I checked the world record for the high jump on horseback. Since 1949, when Alberto Larraguibel Morales riding Huaso set the record at 2m47cm, no one seems to have beaten him.

At the 2000 Olympic Games in Sydney the triathlon became an Olympic discipline with distances of 1.5 km / 40 km / 10 km.

Ironman has other faces too. I would like to share two videos with you. You may already know the first one since it was the thing that got it all started, but for those who may have missed it, here it is:

Introduction: One day a son asked his father: – Dad, would you like to run a marathon with me? The father said yes. They ran a marathon together. Some time later the son asked his father again: – Dad, would you like to run a marathon with me? The father agreed again and they ran another marathon together. Then the son asked his father: – Dad, would you like to attempt the Ironman with me? (Ironman – the hardest triathlon in the world, in which one swims for 4km, cycles for 180km and runs for 42km). The father agreed. The story seems very simple, doesn’t it? Find out why it isn’t:

https://www.youtube.com/watch?v=l6-bGtW83vA

Drugi film pokazuje, że Ironman’i szukają nowych wyzwań, dla swojej dyscypliny, albo też miejsc, gdzie zawodnicy próbują się zatrzymać lub rozstać z tym sportem:
The second video shows how the men and women made of steel seek new challenges for their discipline, and also new places where they try to stop or give up this extreme sport:

 

https://www.youtube.com/watch?v=UiO-JRegQmM

6. Motywacja – nie dramatyzuj / ENG: Motivation – don’t be so dramatic

Wróciłem po 4 godz. z kolejnego treningu, który rozpoczął się przed 6:00 rano i czytam na wadzę 82,5kg –:) tak, to motywuje, bo idzie w dobrym kierunku, ale jest w tym małe oszustwo – trening był na czczo i wypociłem spokojnie 2% wagi ciała. Każde potwierdzenie, że realizujemy plan zgodnie z założeniami buduje motywację, ale częściej spotykają mnie odwrotne zdarzenia. Wyobraź sobie, że ruszasz na rower poza miasto, przedzierasz się przez, skrzyżowania, światła i czujesz, że jesteś nieproszonym gościem na asfalcie. Kierowcy kompletnie nie rozumieją, że cienka oponka dopompowana do 6-7 atm nie ma szans na dziurach i nie mogę jechać tuż przy krawężniku. Co chwilę jakiś mądrala, klaksonem i wskazującym palcem zgania mnie na ścieżkę rowerową – człowieku, tam są kafelki, bruk, ale przede wszystkim ja jadę 35km/h, o ile nie lepiej i jak mam lawirować miedzy rowerami jadącymi na zakupy, czy przypadkowymi, dziecięcymi wózkami? Pytam się kolegów jak to jest „na zachodzie” – odpowiedź nie buduje nadziei, ani motywacji – tam jesteś królem na szosie, omijają szeroko i z szacunkiem, tu miej oczy dookoła głowy. Dlatego na rower wstaję rano o 5.00, a ta pora potrafi odebrać ducha, zwłaszcza w weekend.
I came back home after four hours of training which had begun before 6 AM and what do I see as I stepped on the scales? 82.5 kilos J Yes, that’s motivating, cause it is going in the right direction. But there is a small catch to it too. I hadn’t eaten before the training so I would have easily sweated out 2% of my body weight. Every time I get confirmation that my plan is going according to initial assumptions, I feel more motivated, but more often than that I have experiences of the contrary. Fancy this: you take your bike for a spin outside town, you negotiate your way through intersections and traffic lights and you feel barely welcome on the road. Drivers don’t understand at all that my thin tire inflated to 6-7 atm doesn’t stand a chance against potholes and I cannot stay close to the curb. All the time I have some smartypants showing me the cycling path, with the help of the car horn and his index finger… man, the path is all pavement slabs, tiles! But first of all, I am doing 35 kmh if not more, and how am I supposed to manoeuvre between all those bikes on a shopping trip or the mums pushing prams? When I ask my friends how things look “in the West”, their answer does not bring me hope or motivation: “there, you’re the king of the road, drivers overtake you with a wide angle and respect, and here you need to, as it were, have eyes on the back of your head.” This is why in order to cycle I get up at 5 AM and this hour can really kill the spirit, especially on a weekend.
WP_20140720_002
sobota 6:00, na trasie za Trójmiastem / Saturday 6 AM, cycling near the Tri-City

 

 

Kiedy już nie mogę. Czuję to całym sobą, to wyraźny sygnał fizycznego wyczerpania połączony z psychicznym niesmakiem. Odpuszczam cały trening – trzeba słuchać organizmu, bo inaczej kończy się kontuzją. Natomiast gdy w trakcie treningu przyjdzie solidne zmęczenie (odwodnienie, lekkie skurcze) to znak, że mogę powalczyć – wówczas napieram i jest to niezwykle cenne. Dwa lata temu biegłem maraton Solidarności, obok mnie jechała na rowerze Ania (córka) i zapewniała „bufet” (picie, żele energetyczne), dobrze szło do około 33km, i tam koniec .. ścięło mnie. Organizm najwyraźniej odwodnił się przez te „pyszności”, które wyciągały ze mnie wodę. Dowlokłem się jakoś do mety i tam po odebraniu pamiątkowego medalu, z żołądkiem w gardle skończyłem w krzakach pobliskiego podwórka.
When I feel I’ve reached my limit. I feel it in all my body as a clear signal of physical exhaustion, accompanied by a mental repulsion. I suspend the whole training because one has to listen to one’s body or otherwise end up injured. But if during a training I get this feeling of severe tiredness (dehydration, minor contractions) I know it’s a sign that I can take this challenge. This is when I push on and it is extremely rewarding. Two years ago I ran in the Solidarity Marathon, with my daughter Ania cycling along and providing a “buffet” (liquids, energising gels), and it went well until around 33 km when.. I just felt a sudden crisis. My body must have become dehydrated thanks to all those “delicacies”, which siphoned off all the water in me. I managed to crawl somehow to the end line where, after having collected the marathon medal, I ended up in the bushes of a nearby yard, with my stomach in my throat.

 

cz7 niesmak porażki 2012
niesmak po porażce – 2012 /Bitter taste of defeat – 2012
Czas słaby (4h58min.), wiec wracałem zmęczony i zły do domu, gdzie zjedliśmy szybki obiad i mieliśmy ruszyć autem do Krakowa. Pytam Kasi, kto prowadzi – nie dramatyzuj … .No właśnie, zimny prysznic też pomaga – kiedy już nie mogę łapię inny punkt odniesienia. Mocnym wsparciem dla każdego i to na każdym polu będzie książka Sławomira Rawicza pt. „Długi marsz”, która opisuje 6000km ucieczki z radzieckiego łagru dokonanej w 1941 r. m.in. przez Witolda Glińskiego – to są dopiero tytani.

Wszystko co odciąga uwagę od zmęczenia i bólu, zwłaszcza doping osób trzecich, muzyka zdecydowanie pomaga. Bezcenne jest towarzystwo – dziękuję Janku (syn), za te kilka dni wspólnych treningów – o ile było łatwiej!

My result was poor (4h58min.), so I returned home tired and upset. After a quick lunch we were about to drive to Kraków. I asked Kasia who was to sit behind the wheel, and she said: “Don’t be so dramatic”… yeah, a cold shower can be helpful too. When I can’t go on, I look for other reference points. A great means of support for everyone, and in every field, will be the book “The Long Walk” by Sławomir Rawicz, describing the 6000 km long escape from a Soviet gulag in 1941. Witold Gliński and others – those are the real titans!

Anything that draws away the attention from tiredness and pain is of help. Others cheering you on help. Music definitely helps too. Company is absolutely invaluable. Thank you, Janek (son), for these few days of training together. It was so much easier this way!

 

cz7 wspólne pływanie z Jankiem
wspólne pływanie z Jankiem
cz7 wspólnie z Jankiem trening CORE
wspólne ćwiczenia – trening CORE / with Janek
cz7 Janek - tzw. deska - trening CORE
Janek – tzw. „deska”, element treningu CORE

A do wyjścia na kolejny samotny trening, zdecydowanie pomagają Wasze wpisy, kolejne osoby włączające się w projekt – to nakręca i za to dziękuję.

5. Sensei – czyli Zdzichu / ENG: Sensei or Zdzichu

Sensei – ten który uczy. Zdzichu Wojtyło, ma wszelkie cechy do bycia sensei w stylu japońskim. Jest doświadczony, cierpliwy, praktyczny, nie zasypuje mnie poradami, poprawkami, wie że nauki się nie przyspieszy, choć czasu brakuje. Bywa, że widzimy się tylko na jednym treningu w tygodniu, ale zawsze sporo się uczę. Zdzichu jest jednym z pierwszych Polaków – Ironów. Zaczął uprawiać triathlon 20 lat temu, wtedy gdy mało kto znał tę dyscyplinę, a na startach pojawiało się zaledwie 30-50 zawodników. Teraz na ćwiartkę (¼ Ironman’a), czy „połówkę” okienko zapisów może być otwarte zaledwie 1-2 dni, limity szybko się wyczerpują a na starcie staje parę tysięcy osób. Mój sensei szczególnie dobry jest na rowerze, to jego pasja i wyobraźcie sobie, startował w „połówce”, gdzie 90km pokonał na rowerze ze średnią prędkością 38km/h. Nie tak dawno, po pływaniu, jedziemy ze Zdzichem pętlę ok. 55km w mocno pofałdowanym terenie koło Wejherowa, średnia prędkość z tej wyprawy wyjdzie jakieś 26km/h. Jest tam taki diabelnie stromy podjazd – chyba 10%, serpentyna typowo górska, nogi mnie palą ale cisnę, prędkość 16km/h, jestem w rytmie, (=trzymam kadencję) puls w skroniach powoli zagłusza inne dźwięki, do szczytu zostało może 200m – i w tym momencie, z tyłu dochodzi spokojny głos Zdzicha – jak tak będziesz jechał to dasz radę. Lekko podjeżdża do mnie kładzie jedną rękę na plecach i pcha do samego końca. Auuu! Ponoć nie było źle, ale poczułem różnicę i wiem, że nauka jazdy na rowerze będzie trwała i pewnie nigdy nie osiągnę możliwości Zdzicha. Potem było z górki i poczułem jak to jest sunąć 60km/h na cienkiej oponce – doświadczenia speed’owe kolegi to prędkość 105km/h uzyskana we włoskich Alpach. Zdzichu ma najsłabsze pływanie, w maratonie pobiegł poniżej 3 godzin, a w całym Ironmanie był bliski złamania 11h, będąc w kat. M45. Rozstajemy się po treningu i pada kolejna rada: jutro, jeśli masz czas pojedź interwałowo 40km, ale pamiętaj to nie ma być „deptanie kapusty”. Chłopów Reymonta czytałem i od razu przypomina mi się słabszy fragment mojej jazdy. Triathlon to jego pasja i życie, na co dzień prowadzi firmę Naftokor, która wykonuje różne remonty i specjalistyczne prace przy rurociągach, zbiornikach. 7 Września, w Malborku Zdzichu stanie na starcie ½ Ironmana, pełnego zafunduje sobie za 2 lata – na 60tkę.

Zdzichu – BARDZO DZIĘKUJĘ –   bez Ciebie nie dałbym rady zacząć tego projektu.

Sopot. Ze Zdzichem po wieczornym pływaniu i bieganiu
Sopot. Ze Zdzichem po wieczornym pływaniu i bieganiu
Sensei – the one who teaches. Zdzichu Wojtyło has all the necessary features of a sensei understood in the Japanese way. He is experienced, patient, practical, he doesn’t shower me with corrections or hints. He knows that one cannot speed up the process of training even though the time is running short. Sometimes I only see him at one training per week, but I always learn a lot. Zdzichu is one of the first Polish Ironmen. When he started with this discipline 20 years ago, hardly anyone knew what it was, and the races attracted as few as 30-50 participants. These days the signing up window for a Quarter or Half Ironman is open for only one or two days. The limits are met very quickly and there are a few thousand people participating. My sensei is particularly good at cycling. It is his passion, and – would you imagine – he rode in a half-distance Ironman where he did an average of 38 kmh for 90 km. Not that long ago after a swim Zdzichu and I were doing a loop (around 55 km) in a very hilly area near Wejherowo. The average speed would have been around 26 kmh. There is this incredibly steep bit there, I think it’s 10%, a typically mountain road with hairpin turns, my muscles are on fire but I keep pushing on, 16 kmh, I’m in a rhythm, the pulse in my temples slowly drowns out all other sounds, I’m around 200 m away from the top – when all of a sudden I can hear Zdzichu’s calm voice: “If you keep this up, you can make it.” At which he gets closer to me effortlessly, puts one hand against my back and pushes me up to the top. Ouch! Apparently I wasn’t doing so badly, but still.. I felt the difference and I realised that even if I continue training, I will never reach Zdzichu’s level. After that we rode downhill and I felt what it’s like to go down at 60 kmh on a thin tire. My friend’s experiences include 105 kmh in the Italian Alps. His weak point is swimming, he ran the marathon under 3 hours an in the total result he was close to breaking 11h while in the category M45. As we were saying goodbye after the training, I heard another piece of advice: “Tomorrow, if you have time, do 40 km in intervals, but remember, it’s not a cabbage foot stomping dance.” I read Reymont’s novel The Peasants so I caught the reference to when I wasn’t doing so great. Triathlon is Zdzichu’s passion and his life. His day job is running the company Naftokor which specialises in various maintenance works on pipelines and containers. On September 7th in Malbork Zdzichu will attempt a Half Ironman. He wants to do the full distance in 2 years’ time for his 60th birthday.

Zdzichu – THANK YOU SO MUCH –  without you I wouldn’t have been able to start this project.

Dzisiaj zostaje dopuszczony do treningu mocarzy. Tadeusz Czepukojć startuje w triathlonie od 12 lat, jego specjalnością jest pływanie. Jest trenerem, nauczycielem (przez duże N) pływania i właśnie otwiera szkołę triathlonu w Trójmieście, swoją przygodę również zaczynał ze Zdzichem. Wskakujemy do wody i oczom nie wierzę, Tadeusz robi 3 ruchy rekami, ja 6 i jestem całą długość ciała z tyłu. Zdzichu uśmiecha się – ucz się i korzystaj. To niesamowite, ale dowiaduje się, że Tadeusz pływnie nową techniką total immersion, w zasadzie nie angażuje nóg, które w triathlonie trzeba oszczędzać. Po powrocie sprawdzam wszystko w komputerze i faktycznie podobną techniką Sun Yang bił rekordy świata na 1500m. Nakładamy pływanie treningiem rowerowym, ale koledzy „odjeżdżają” mi dość szybko, z resztą, zgodnie z umową. Moje treningi triathlonowe, to najczęściej samotna walka.
Today I can join the training of giants. Tadeusz Czepukojć has been doing the triathlon for 12 years and his strongest side is swimming. He is a trainer, a swimming instructor (hats off) and he’s now opening a school of triathlon in the Tri-City. He also started with Zddzichu. As we jump into water, I can’t believe my eyes: Tadeusz makes 3 moves with his hands while I make 6 and I am already one body length behind. Zdzichu smiles: “learn and use it.” That’s incredible: Tadeusz swims using a new technique known as total immersion. He almost does not use his legs, and one must go easy on the legs in a triathlon. Back at home I look it all up online and indeed, a very similar technique helped Sun Yang break world records for 1500 m. The swimming is followed by cycling, but my partners leave me behind very soon, as we agreed earlier. My triathlon trainings are mostly a struggle I face on my own.
na rowerze czasowym Zdzichu jedzie 55kmh, przez kilka kilometrów
na rowerze czasowym Zdzichu jedzie 55kmh, przez kilka kilometrów
Padło pytanie o kontakt do kolegów – ok. dopisuje tu:
You asked if it’s possible to contact my friends – sure. Here are their websites:

 

Zdzichu – http://www.naftokor.pl/

Tadeusz – http://www.płetwal.pl/kontakt

4. respiratory – Ewa Skolmowska/ ENG: ventilators

Kiedy Pan Tomek poprosił mnie o napisanie kilku słów na temat respiratorów, na które zbieramy pieniądze, pomyślałam „respirator to respirator – o czym tu pisać?” Ale po chwili przyszła kolejna myśl „no tak, z racji mojego zawodu ja wiem co to jest respirator i do czego służy, ale jest cała rzesza ludzi, którzy nie muszą tego wiedzieć….”, tak więc postanowiłam przybliżyć ten temat.

Respirator można inaczej nazwać sztucznym płucem. Do czego służą nasze płuca to na pewno każdy wie – do wymiany gazowej, dzięki której dostarczamy do naszych komórek potrzebny tlen i usuwamy z nich zbędny dwutlenek węgla. W wyniku tego procesu pozyskujemy bardzo potrzebną energię. Respirator jest więc urządzeniem medycznym, które wspomaga lub zastępuje mięśnie oddechowe pacjenta w mechanicznym procesie oddychania, w sytuacjach ustania czynności oddechowej, np. w wyniku urazu, choroby, lub zastosowania niektórych leków działających na układ nerwowy. Może też ułatwiać oddychanie, gdy pacjent oddycha samodzielnie, lecz czynność ta jest utrudniona i niewystarczająca. Tyle na ten temat w wielkim skrócie.

Typów i rodzajów respiratorów jest bardzo dużo – są mniej lub bardziej wyposażone w różne funkcje wspomagające czy monitorujące stan chorego, mniejsze i większe, tańsze i droższe, ale ogólnie – im bardziej skomplikowany i posiadający więcej funkcji, tym jest droższy, ale jednocześnie mający szersze zastosowanie w szpitalach posiadających oddziały intensywnej terapii i anestezjologii – jak nasz.

Jakie urządzenia potrzebujemy w Szpitalu Pomocy Maltańskiej w Barczewie?

When I was asked to write a few words about the medical ventilators which we are collecting money for, I thought to myself: “a ventilator is a ventilator… what’s there to write about?”. But then I thought: “well, alright, I know what a ventilator is and what it’s for because of my job, but there are many people who don’t necessarily have that knowledge…”, so I decided to shed some light on this subject.

A medical ventilator can in other words be called an artificial lung. Everyone knows what we have lungs for: the gas exchange through which we supply our body cells with the oxygen they need, and remove the waste carbon dioxide. As a result of this process we obtain much needed energy. A ventilator is a medical machine which assists or takes over from the respiratory muscles in the process of mechanical ventilation, in situations where spontaneous breathing has ceased (for example as a result of trauma or illness, or because of certain medications which influence the nervous system). It can also facilitate breathing when the patient can breathe alone but the function is impaired and inefficient. That would be the long and short of it.

There are very many different types of ventilators. They can have various additional functions which support and monitor the patient’s condition. They come in all shapes and sizes as well as varying prices, but in general the more complex the machine, the more expensive it is, but at the same time the more useful for hospitals with intensive care and anaesthesiology units – like ours.

What kind of machines are needed then in our Maltese Assistance Hospital in Barczewo?

IMG_0575

Po kilku latach doświadczeń w opiece długoterminowej nad pacjentami wentylowanymi mechanicznie mamy już rozeznanie na rynku urządzeń medycznych i wybraliśmy najbardziej optymalny typ respiratora dla naszych podopiecznych, który sprawdza się nam w użytkowaniu znakomicie.

Na dzień dzisiejszy dysponujemy w zakładzie kilkunastoma respiratorami – część z nich jest „starej daty”, ale są oczywiście sprawne. Trzeba pamiętać, że nasze respiratory pracują całą dobę, bez przerwy – a one też się zużywają. „Dysponujemy” oznacza, że nie wszystkie są nasze, dzierżawimy je, a optymalnie byłoby posiadać cały, potrzebny komplet.

Jest jeszcze jedna kwestia z tym związana – zapotrzebowanie na tego rodzaju opiekę nad pacjentem przewlekle chorym wymagającym zastosowania respiratora w zakładzie opiekuńczym stale rośnie, co widać w naszej działalności, gdyż zwiększamy ciągle ilość łóżek dla takich pacjentów.

Panie Tomku! Cały Szpital Maltański w Barczewie jest z Panem i trzyma kciuki!

After several years of experience in long-time care over mechanically ventilated patients we already have some familiarity with what’s available on the market, and we have chosen the most optimal kind for our patients. It has worked great for us so far.

At present, we have at our disposal over a dozen ventilators. Some of them are already quite old, but they’re all functional. One has to bear in mind the fact that our ventilators work around the clock, non-stop – and they are subject to wear. “At our disposal” means that they aren’t all ours. We lease them, and it would be ideal to own the whole repertory.

There’s one more thing that is directly related to it: the demand for this kind of care in our facility, with long-term patients requiring mechanical ventilation, keeps on growing, which becomes visible as we constantly increase the number of beds for such patients.

Dear Tomasz! The staff of the Maltese Assistance Hospital in Barczewo are keeping our fingers crossed for you!

 

Edyta Skolmowska – Szpital w Barczewie

3. jedzenie i odchudzanie / ENG: eating and losing weight

97 kg przy 184 cm wzrostu to nie jest nic nadzwyczajnego, ale do długiego biegania te parametry nie nadawały się, czułem to po 10km asfaltu w 2010 r. Wracam do dzisiejszych przygotowań. Mam już piankę pływacką dopasowaną ciasno zgodnie z zaleceniem Zdzicha – ma totalnie przylegać, żebyś pół jeziora za sobą nie ciągnął. Jadę na pierwszy trening, jest po 18 tej, cisza, spokój, lekki deszczyk. Emocje jak przed występem na akademii szkolnej, lekka rozgrzewka i wskakujemy do jeziora.
97 kilos with the height of 184 cm are nothing unusual, but these parameters were no good for longer running – I could feel it already in 2010 after 10 km of asphalt. Back to today’s training. I already have my foam suit fitting closely, just as Zdzichu instructed me: “it has to adhere completely so that you don’t drag half the lake with you.” This is my first training, it’s past 6 PM, peace and quiet, a slight chill of emotions, just like before a performance at school, short warm-up and in we hop to the lake.

 

pływanie nad jeziorem
pływanie nad jeziorem / swimming at the lake.

 

Ambitnie robię może 200m i koniec … staje zadławiony własnym CO2, śliną, smarkami i ściśnięty tą cholerną pianką, tak, że nie mogę oddychać – jest źle, albo bardzo źle, bo widzę, że Zdzichu daleko przede mną spokojnie się oddala, płynie zgrabnie, cichutko – w zasadzie nie rozpluskując wody. To niesamowite, ale mam wrażenie, że nie potrafię pływać, uspakajam oddech, zgodnie z naukami z youtub’a, wydycham całość powietrza i zwalniam ruchy, powoli pokonuję pierwszy kilometr. Wychodzimy z wody – Zdzichu, który stał się moim sensei nic nie mówi, mamy się przebrać i pobiec tzw. nakładkę (dyscypliny tuż po sobie), jakieś 5km. Odzywa się wówczas gdy stoję w spodenkach kąpielowych : Tomek musisz się odchudzić inaczej będzie słabo. Biegniemy w milczeniu, chodzi o przejście pracy serca na wyższą częstotliwość po pływaniu. Mam prawie te same parametry co 4 lata temu, „prawie”, bo jestem o te 4 lata starszy. Znów ważę jakieś 96kg, wiec plan jest taki – szybki zjazd do 90 i powolne zejście do 85kg. Już to przechodziłem, a o kilku zasadach napisze Wam moja żona – Kasia.
In a display of ambition I make maybe 200 m and that’s it.… I stop, choking on my own CO2, saliva and phlegm, barely able to breathe in the damn foam suit. It’s bad, very bad, because I see Zdzichu slowly moving forward, swimming swiftly and quietly, almost no splash at all. It’s unbelievable, I feel like I cannot swim. I slow down my breathing according to the advice found on Youtube, I exhale the whole air out of my lungs and slow down. In such a way I go for the first kilometre. We get out of the water. Zdzichu, who became my sensei, says nothing. We’re supposed to change and run for some five km in a successive training. As I stand there in my swimming trunks, he speaks up: “Tomek, you have to lose weight, or it won’t be good.” We run in silence to make the heart go to a higher frequency than during swimming. I have almost the same parameters as 4 years ago. I say “almost”, because I am 4 years older. My weight oscillates around 96 kilo so the plan is like this: a rapid loss to reach 90 and then slowly making my way to 85 kilo. I’ve already done that before, and my wife Kasia will write about a few rules.

 

opanowalem łazienkę
opanowałem łazienkę /I’ve taken over the bathroom.

 

Tomek porwał się na bardzo duże wyzwanie. Szybko opanował łazienkę, w której wszędzie wiszą sportowe rzeczy, w większości śmierdzące, rower stoi w przedpokoju na honorowym miejscu, mnie zepchnął do defensywy i do kuchni – cóż, szczytny cel, trzeba wspierać. Co do odżywiania – nie ma diety cud – tylko konsekwencja. Jak ktoś lubi gotować, szuka urozmaiceń i wyzwań kulinarnych to może przeczytać książkę najlepszego ultramaratończyka Scotta Jurka – „Biegaj i jedz” – jest tam sporo przepisów, ale według mnie trudnych do realizacji w oparciu o nasze sklepy, poza tym jest zasada „jedz to co rośnie wokół Ciebie”. Ale do konkretów, Tomek jest mięsożercą, lubi wino a w gorący dzień piwo – i właśnie tego zostanie pozbawiony praktycznie w 100%, zostawię mu w menu tylko trochę mięsa raz w tygodniu, najlepiej chudą pierś z indyka, zamiennie z wątróbką, które dobrze buduje krew, podobnie ryba, do picia woda niegazowana. Na trening o 6.00 – wyjdzie na czczo, przed treningiem ok. 8.00 garść płatków owsianych na wrzątku posypanych rodzynkami, jeśli trening późniejszy, to pełne śniadanie. Herbata raczej zielona niż czarna, ma ona dłuższy efekt działania. Niestety wycofuję naszemu ‚zawodnikowi’ kawę, którą w postaci espresso bardzo lubi, ale kawa odwadnia, wypłukuje magnez i zakwasza organizm. Wszystkie posiłki będą małe gdyż przy mocnym i długim treningu organizm musi nadążyć z trawieniem. W międzyczasie można pogryzać owoce, wśród których ‚królem’ jest banan. Na daleki trening rowerowy: paczuszka sezamków, banan, woda, a po bardzo mocnych treningach Isostar, który ma uzupełnić mikroelementy, czasem magnez na skurcze. Koniec, bo Was zanudzę, a prawda jest taka, że przy intensywnych treningach organizm sam wybiera to czego potrzebuje – zobaczcie jaki jest smak na sól po dużym wysiłku.
Tomek has taken on a really big challenge. He quickly took over the bathroom which is now decorated with sports garments, most of them smelly. The bike also has a prominent parking place in our hall, having pushed me to the kitchen which is my stronghold. Well, the good cause needs support, true. As far as nutrition, there is no such thing as a miracle diet. There’s only being consistent. If someone likes to cook and wants novelty and challenges in the kitchen, then I recommend the book by the best ultramarathoner Scott Jurek, “Eat and run”. It has numerous recipes although in my opinion they are quite hard to carry out if you shop in the stores here. It follows the rule: “eat what grows around you”. But back to us: Tomek is a carnivore, he likes wine and on a hot day he prefers beer – and that is precisely what he will be deprived of almost entirely. I will leave him only a little meat once per week, preferably lean turkey breast interchanged with liver which is good for blood production, just like fish. As far as drinks: still mineral water. If he leaves at 6 AM to go training, then it’s on an empty stomach. If he leaves at 8 AM, he will have a handful of oat flakes with raisins. If his training is due later in the day, he gets a full breakfast. Tea: green rather than black, it has a longer lasting effect. Unfortunately I need to ban coffee, and he likes his espresso a lot. But coffee dehydrates and acidifies the body, and also it causes magnesium loss. All his meals will be small because the body needs to keep up with digestion while the training sessions are extended and intense. In the meantime fruits can serve as snacks, the best of them all: the banana. For a long-distance cycling trip: a package of sesame biscuits, a banana, water, and after a particularly exhausting session: the Isostar drink which is supposed to replenish microelements. Magnesium for contractions if needed. That’s it, I don’t want to bore you. The truth is that when you train in a really intensive way, the body simple chooses what it needs. Just think about the craving for salt after a serious physical effort.

 

cz2 - Kasia i Janek  na treningu biegowym
Kasia i Janek na treningu biegowym / training for the run

 

Małe sprostowanie – piwo lubię i w zimne dni. Kończąc opowieść o moim pierwszym maratonie – z jedzeniem było mniej więcej tak jak Kasia wyżej napisała i chyba w 30 dni zjechałem z wagą o 9kg. Problem jest taki, zbijasz tłuszcz a budujesz mięśnie, które  ważą więcej, więc trening odchudza, ale też zwiększa wagę. Z samego biegu pamiętam piękne, pierwsze 20km a potem odwodnienie, ból zakwasów, walkę ze skurczami oraz napis na koszulce biegacza przede mną „pain is weakness leaving the body” [ ból jest słabością opuszczającą ciało ]. Finisz po 3 godzinach 52min. był uwolnieniem. W domu sprawdziłem i okazało się, że ten napis, który mi niewiele pomagał to hasło amerykańskich Marines.
I need to set things straight here: I like beer also on cold days. When it comes to my first marathon, the food was more or less as described by Kasia above, and I think I lost 9 kilo in 30 days. The problem is that you reduce fat but you build your muscles and they are heavier, so the training makes you slimmer but your weight actually increases. I recall the beautiful first 20 km of the run followed by: dehydration, muscle soreness, fighting with contractions an the words on the shirt worn by the runner ahead of me: “pain is weakness leaving the body”. The finish after 3h 52min was a real liberation. At home I looked up that motto which hardly helped me along, and it turned out to be a slogan of the US Marines.

 

2. sprzęt ma znaczenie / ENG: equipent matters

TT_po_treningu
sporty wytrzymałościowe są b. męczące / endurance sports are very exhausting.

Zastanawiam się, od czego zacząć, ale skoro mam blogować regularnie, więc będzie szło mniej chronologicznie a bardziej tematycznie.

Sprzęt. Okazuje się, że triathloniści to gadżeciarze, stroje, pianki do pływania, a zwłaszcza rower mogą kosztować fortunę – i są tyle warte. Nie wiem dokładanie, ale najlepsi pewnie mają wsadzone w sprzęt od 50-100 tys. zł. Ja będę gościem wśród tego grona, więc wybaczą mi pojawienie się i start w stylu retro – nie będę miał stroju „iron”, w którym się płynie jedzie i biegnie, ale będę się przebierał między konkurencjami.

I wonder where to begin, but if I am to write regularly then I think I will stick to the thematic order rather than to the chronological one.

Equipment. Turns out that triathloners are in essence gadget lovers. Outfits, foam suits and above all the bike can cost a fortune – and they are also worth a fortune. I can’t say for certain, but my guess is that the best ones must have some 50-100 thousand PLN invested in their gear. I will be a guest in that milieu so I hope they will forgive me for showing up and competing in a “retro” style. I won’t have an “iron” suit which serves both swimming, cycling and running, and I will have to change in between.

rower mieszka z nami
rower mieszka z nami / the bike lives with us.

Rower – kolarzówkę pożyczył mi Zdzichu (o nim w blogu 5) i widzę, że rama stalowa, a manetki są jak dawniej przy ramie a nie na kierownicy – i tak za dobry na mnie. Kupiłem buty kolarskie SPD i piankę do pływania, bo ta część sprzętu jest bardzo osobista – jak gacie. No!, I oczywiście nabyłem bilet wstępu na rzeźnię zwaną Ironmanem – możesz mnie zweryfikować na liście startowej http://castletriathlon.com/.

Zastanawiałem się czy w ogóle potrzebna pianka, ale tylko przez moment dopóki nie skontaktowałem się ze Zdzichem – guru triathlonu, który na pytanie czy w spodenkach pływackich można wystartować, odpowiedział w spodenki pływackie to możesz, co najwyżej nasikać. Koniec kropka, bez dyskusji – jest pianka, która oprócz tego, że utrzymuje ciepło, a może być różnie, to daje dodatkowy wypór, co jest bardzo ważne i ponoć poprawia prędkość ok. 7-10%. Przeraża mnie te 3,8km, bo to są 152 baseny, i to bez odbicia od ścianek. Ostatni raz byłem na zajęciach pływackich na 2 roku studiów, 28 lat temu i na zaliczenie było chyba ze 20 basenów i skok na główkę.

Zdzichu podpowiedział pierwsze kroki i pożyczył mi swój rower szosowy, ale wpierw z takimi normalnymi pedałami, nawet bez nosków.

The racing bike was borrowed from Zdzichu (more about him in post 5) and I see it has a steel frame, with shifters on the frame instead of on the steering wheel – but it’s still too good for me. I bought SPD cycling shoes and a foam suit, because these are very personal elements, like underwear. Ah, and I also bought the admission ticket to the slaughterhouse known as Ironman. You can find me on the list at http://castletriathlon.com/.

I wasn’t sure whether I was going to need the foam suit at all, but the doubt passed very soon, once I consulted Zdzichu. This triathlon guru, when asked whether I can swim in swimming trunks, said: swimming trunks are only good for peeing into. End of discussion: I have a foam suit which not only keeps me warm (it can get cold at times) but also gives me extra displacement, which is important and apparently it enhances the speed by around 7-10%. The 3.8 km distance is quite scary if you think that it’s 152 pool length, without stopping at the end of the pool to bounce back. The last time I took part in swimming classes was 28 years ago, on the 2nd year of my studies, and the assignment was I think 20 lengths and a headfirst jump into water.

Zdzichu helped me with the first steps and lent me his racing bike, but at first it had normal, that is clipless pedals.

pierwszy dosiad kolarzówki
pierwszy dosiad kolarzówki / my first time on sport-bike

Kolarzówka – niby jak każdy rower, ale naprawdę, trzeba się przyzwyczaić i dopiero po kilku próbach, złapaniu równowagi wczepiliśmy system SPD. Trwałe połączenie buta pozwala na podciąganie a nie tylko pchanie – ponoć jazda wychodzi efektywniej znów o jakieś 10%. Podciągać jeszcze nie potrafię, ale mam nadzieję się nauczyć.

To nie jest tak, że ze sportem nie miałem w ogóle do czynienia – blisko 30 lat temu trenowałem 10 bój lekkoatletyczny, ale od 2 roku studiów wypełnił mnie zasłużony relaks. Dwadzieścia parę lat poszło szybko i w 2010 r. stanąłem na starcie 10 km biegu ulicznego z Westerplatte do Gdańska – świetna impreza. Parłem jak szalony i tego samego wieczoru przy piwie świętowałem rekord życiowy ok. 52 minuty. Jak na 97 kg misia to nie był zły wynik, więc zasłużona biesiada rozwijała się budząc nasze apetyty na .. bieganie. W pewnym momencie mieliśmy poczucie, że maraton jest w naszym zasięgu. Padły deklaracje a najbliższy termin pełnego maratonu był dokładnie za 30 dni, w Warszawie. Wieczór z pewnością był udany, ale następnego dnia rano nie byłem w stanie skatalogować miejsc, które bolą, a najbardziej bolała świadomość, że wkręciłem się w ten maraton. Jak było napiszę w kolejnym odcinku /cz. 2 / będzie też o odchudzaniu, bo ponownie przez to przechodzę.

A racing bike: apparently it’s like any other bike. But in fact it takes time getting used to, and we only started using the SPD system after a few attempts and finally catching balance. The shoe being clipped to the pedal lets me pull it up, not only push it down. Supposedly it makes the ride 10% more efficient. I can’t really pull up yet but I hope to learn.

It’s not like I haven’t done any sports at all. Almost 30 years ago I trained the decathlon, but after the second year of studies I retired from that, feeling I fully deserved it. Twenty years passed very fast and in 2010 I participated in the street run (10km) from Westerplatte to Gdańsk. It’s a great event. I ran like mad and that evening I had a beer to celebrate my life record of around 52 minutes. For a rather fluffy guy weighing 97 kilos this wasn’t a bad result, and so the well-deserved feast went on as our appetites grew…for running. At some point there came the feeling that a marathon was within reach. I made some declarations and the nearest date of a full marathon was exactly 30 days away, in Warsaw. I can say that that evening was terrific but the next morning I wasn’t even able to begin naming places which hurt. The most painful was the realisation that I had already been drawn into this marathon thing. I will tell you in my next post how that went. I’ll also write about losing weight as I am going through this again now.

1. Ironman za 2 miesiące – przyjmij honorowy zakład

tt official 6
kupimy respiratory ?

Ja podejmę wyzwanie startu w całym Ironmanie, 7 września w Malborku [3,8km pływanie, 180km rower, 42km bieg] –  Ty zaryzykuj swoje pieniądze. Jeśli nam się uda zbierzemy środki na zakup potrzebnych respiratorów dla szpitala w Barczewie, k. Olsztyna Możesz zadeklarować (A) wielkość darowizny, wpłacisz gdy ukończę próbę, (B) możesz od razu wpłacić, bez względu na wynik. Ale też! możesz  (C) wziąć udział w honorowym zakładzie – zadeklaruj 10 zł, 35 zł, … 1000 zł za każde 15 minut szybciej od limitu 16 godzin. Liczę, że Twoja firma może przyjąć jeszcze wyższy zakład. Np. – jeśli ukończę w 14godz.07min. tzn. że „urwałem” 7 kwadransów – wówczas wpłacasz 7x stawkę, jeśli 13godz.12min – to 11x stawkę – im szybciej pokonam tym więcej wpłacisz.  [inf. z 31 lipca br. – będę szykować strategię dla ok. 14 godzin] Wyślij maila do nas, zadeklaruj darowiznę, lub honorowy zakład, zaznacz czy wyrażasz zgodę na wymienienie Cię na liście darczyńców. Jak to się zaczęło: w trakcie burzliwej dyskusji dotyczącej sumienia i wartości życia przesłałem znajomym niezwykły film – https://www.youtube.com/watch?v=l6-bGtW83vA Po chwili pojawił się mail od Jerzego Donimirskiego – Tomek, mocny film – a może w „ramach dyskusji” zrobiłbyś Ironmana charytatywnie? – w szpitalu w Barczewie pilnie trzeba zakupić kilka respiratorów – to konkret! (Ironman – jest to najtrudniejszy triathlon – pływanie 3,8km, rower 180km i bieg 42,185km). To make long story short –OK. Ale!, są trudności – mam 48 lat, pracuję minimum 8 godzin dziennie. Nigdy nie startowałem na żadnym dystansie triathlonu, nie lubię jeździć na rowerze i nie mam kolarzówki, którą pożyczę. Mam kartę pływacką, ale nie chodzę na basen. Są i dobre wiadomości – przebiegłem 4x maraton, w czasie poniżej 4 godzin (best 3h44’) zmieściłem się w limicie (16h) Biegu 7 Dolin – górski ultramaraton (100km). Natomiast zostały mi tylko 2 miesiące na przygotowania, a byłem mało aktywny przez ponad 10 mies., do końca maja br. Możemy zaryzykować – ja swój czas, wyrzeczenia, wysiłek podczas treningu, koszty przygotowań, startu itp., a Ty, lub Twoja firma pieniądze. Start 7 września 2014 w Malborku na całym dystansie Ironman’a z limitem 16h. http://castletriathlon.com/. Zbieramy pieniądze na 5 respiratorów bardzo potrzebnych w Szpitalu w Barczewie (k. Olsztyna); jeden kosztuje ok. 24 000 zł. http://www.zakonmaltanski.pl/news/view/420-szpital_maltanski_im_bl_gerarda_w_barczewie Wpłata darowizny przyjmowana będzie na konto: Fundacja Polskich Kawalerów Maltańskich w Warszawie „Pomoc Maltańska” Nr rachunku bankowego: PKO BP S.A. 51 1020 1156 0000 7602 0089 7512   z dopiskiem „TT – respiratory”. Informacja dla osób zamieszkałych poza granicami RP BIC: BPKO PL PW IBAN: dla EUR PL33 1020 2892 0000 5102 0028 4992 dla USD PL85 1020 2892 0000 5602 0026 6254 Dodatkowo: Prowadzę bloga na temat przygotowań, które dla mnie są wyścigiem z czasem, opowiemy o szpitalu w Barczewie i Zakonie Maltańskim. Wszystko znajdziesz na www.zakonmaltanski.pl/ekstremalnie/, oraz na facebook’u. Tam również będą umieszczone loga i nazwy, Tych, którzy przyjęli ten zakład i zgodzą się na ujawnienie. Jeśli chcesz możesz wykorzystać to zdarzenie w ramach działań CSR Twojej firmy. Jeśli masz dodatkowe pomysły – skontaktuj się z nami. Jeśli  masz pytania skorzystaj z mail’a – czekam na Twoją deklarację! Tomasz Tarnowski – członek Związku Polskich Kawalerów Maltańskich tomasz.tarnowski@zakonmaltanski.pl Koordynacja projektu: Jerzy Donimirski – członek Zarządu Związku Polskich Kawalerów Maltańskich jerzy.donimirski@zakonmaltanski.pl